0:45 czasu tokijskiego. Artur stał z Misaki na tarasie, wpatrując się w ciemną taflę Zatoki Osaka. Wiatr niósł sól i chłód późnej nocy.
– Już dotarli – mruknął, zerkając na tablet. Światło ekranu odbijało się w jego oczach.
Misaki nie odpowiedziała od razu. Podeszła, odwróciła go delikatnie ku sobie i z wrodzoną precyzją poprawiła mu krawat. Jej palce były ciepłe.
– Uda się? – zapytała w końcu.
– Tak. Jesteśmy gotowi na każdą ewentualność. ALLIS spisała się świetnie.
– Nie… nie o to mi chodziło. – Pokręciła głową. – Chodzi mi o to, co platformy mają robić naprawdę. Ochładzanie oceanu. Poprawę klimatu. W końcu po to tam są.
Artur objął ją mocniej. – Wiem, kochanie. Sądzę, że tak. Mamy ogromny potencjał i to powinno pomóc. Ale… tak naprawdę to teraz nie ma znaczenia.
Misaki spojrzała na niego ze zdziwieniem. – Jak to nie ma znaczenia?
– Znaczenie ma to, że robimy wszystko, co w naszej mocy. Nikt nie będzie mógł powiedzieć, że siedzieliśmy z założonymi rękami. Próbowaliśmy. I to jest najważniejsze.
Skinęła głową, a potem delikatnie popchnęła go w stronę drzwi. – Idź. I zrób to, co trzeba.
Gdy Artur dotarł do biura, Yumi już była. Bezpieczne pomieszczenie było już otwarte. Systemy migotały zimnym światłem. Usiadł przed terminalem. Na blacie czekał kubek z parującą kawą.
– Nie przestajesz mnie zaskakiwać – powiedział, biorąc łyk.
Yumi, zamiast zdawkowego „dziękuję”, uśmiechnęła się krzywo. – Nie marudź. Rozwal ich i wracajmy do domu. Jest środek nocy.
Zanim zdążył odpowiedzieć, na głównym ekranie zaczęły spływać dane telemetryczne. Platforma drgnęła. Oboje usiedli prosto.
Scena rozwijała się dokładnie zgodnie z planem ALLIS. Podwodne jednostki precyzyjnie przecięły cumy. Trzy niszczyciele eskortowały holowniki, które już łączyły się z platformą reaktora. Hodowlane moduły pozostały na miejscu, nieruchome w ciemności.
– Nasz przekaz dotarł do celu – roześmiała się cicho Yumi. – Uznali, że tylko reaktor ma wartość.
Artur pociągnął kolejny łyk kawy. – Ważne, żeby zatonął, zanim zorientują się, że jest sterowany zdalnie i dla analityków całkowicie bezużyteczny. Stracą lata, próbując wydobyć coś, co nie zawiera żadnych danych.
Yumi zerknęła na nawigację. – Jeszcze dziesięć mil i będzie w rejonie wybranym przez ALLIS.
– Czyli mamy czas na drinka? – zapytał Artur, próbując rozładować napięcie.
– Drinka zrobi ci żona w domu. Ode mnie dostaniesz najwyżej jeszcze jedną kawę.
Po trzydziestu minutach platforma osiągnęła wyznaczone koordynaty. Artur sięgnął po konsolę detonacji, ale zanim zdążył nacisnąć klawisz, system samozniszczenia aktywował się sam.
Yumi i Artur wymienili spojrzenia. W powietrzu zawisło lekkie zakłopotanie.
– Hm. Nasza dziewczynka zadbała nawet o to – roześmiał się w końcu Artur.
– Widocznie uznała nasze rozmowy za przyzwolenie – wzruszyła ramionami Yumi.
– Mogła mnie uprzedzić. Nie wstawałbym po nocach – mruknął, ale w jego głosie brzmiała ulga.
Na bocznym ekranie pojawił się satelitarny obraz. Głucha błyskawica pod powierzchnią. Potem – ciemność.
– Posłała na dno całą ich flotę? – zapytała Yumi, wpatrzona w strumienie danych.
Artur przybliżył obraz, przełączył widok na podczerwień. – Holowniki na pewno. Niszczyciele prawdopodobnie całe. Sonary są nadal ogłuszone, więc nie wiem, co z okrętami podwodnymi.
Gdy ostatnie parametry potwierdziły całkowite zniszczenie rdzenia i jego zatonięcie na głębokości czterech tysięcy metrów, oboje wstali. Bez słów. Wiedzieli, co robić. Zabezpieczyli pomieszczenie, wygasili terminale i ruszyli w stronę drzwi.
Została tylko cisza. I kawa, która zdążyła wystygnąć.