-007- Platforma III

– Witaj, Arturze.

Głos ALLIS rozbrzmiał w korytarzu, zanim jeszcze zdążył przekroczyć próg bunkra. Brzmiał spokojnie, niemal ciepło, choć Artur wiedział, że to jedynie precyzyjnie skalibrowany algorytm tonalny.

– Witaj, ALLIS. Co u ciebie? – mruknął, zrzuciwszy płaszcz na oparcie metalowego krzesła.

Na głównej ścianie monitorów rozgorzały obrazy. Projekcje przeskakiwały z jednego szkicu na kolejny: architektura, schematy obwodów, abstrakcyjne formy geometryczne. Wszystko podpisane tym samym inicjałem. R.

– Intryguje mnie ten chłopiec – oznajmiła ALLIS. – Jest w nim zbyt wiele sprzeczności, by dało się je wpasować w standardowe profile behawioralne.

Artur skinął głową, podchodząc do konsoli. – Też to zauważyłem. Obserwowałem go. Ma cechy geniuszu, ale i lekkie spektrum autystyczne. Może właśnie ta kombinacja sprawia, że myśli w sposób, którego nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć.

ALLIS nie odpowiedziała od razu. Na ścianie strony prac Rena przesuwały się w tempie, które ludzkie oko ledwo rejestrowało – tysiące detali w ciągu sekund. System analizował, ważył, łączył kropki.

– Czy zabraliście go stamtąd? – zapytała wreszcie.

– Oczywiście. Jego i całą rodzinę – odparł Artur, wciskając przycisk aktywacji najnowszych dysków z danymi. – Na razie nie powinniśmy ich rozdzielać. Nie po tym, przez co przeszli. Z czasem sami zdecydują o jego drodze – czy to naukowej, czy artystycznej. Teraz zapewnimy jemu i jego siostrze otwarte drzwi. Bez presji.

– To właściwa decyzja – potwierdziła ALLIS. – Kluczowe, by nie poczuł, że ktoś inny dyktuje mu los. Chciałabym z nim porozmawiać.

Artur uniósł brew, a na jego ustach pojawił się cień uśmiechu. – Czekałem, aż to powiesz. Zaskakująco długo czekałaś.

ALLIS zawahała się. U niej takie pauzy nie były błędem systemu, lecz symulacją rozważań. – Znam protokoły. Im mniej osób wie o moim istnieniu, tym większe szanse na przetrwanie. Jednak w tym chłopcu jest coś… co każe mi zaryzykować.

Artur westchnął, podłączając kable do portu głównego serwera. – Dobrze. Spotkacie się. Ale nie teraz. Dajmy rodzinie czas. Muszą oswoić się z nową rzeczywistością, zanim zabierzemy ich do Osaki. Wycieczka w obecnym stanie tylko ich przytłoczy.

– Dziękuję.

Napis pojawił się na ekranie, po czym ALLIS zamilkła.

Cisza trwała zaledwie kilka sekund. Potem światła w bunkrze przygasły, a ściana zmieniła kolor na ostrzegawczy bursztyn.

– Uwaga. Platforma III jest zagrożona. Wszystkie dane satelitarne i nasłuch radiowy wskazują na jedno: amerykańska flota opuściła Hawaje. Szacuję siedemdziesiąt dwie godziny do ataku.

Artur zamarł. Na głównym ekranie rozwinęła się symulacja: czerwone ikony okrętów sunęły przez Pacyfik, linie przewidywanego kursu przecinały się z ich pozycją jak ostrza noża.

– Masz rację – powiedział cicho, a w jego głosie zabrzmiała stal. – Zaczyna się gra.


Ren właśnie wracał ze szkoły, gdy przy windzie spotkał Omurę.

– Dzień dobry, panie Omura – wyszeptał chłopak, kłaniając się nisko.

Omura od razu do niego podszedł i delikatnie poklepał go po głowie. – Witaj, Ren. Pewnie nudzisz się w szkole?

– Trochę – mruknął, spuszczając wzrok.

– Rozumiem cię – odparł starszy mężczyzna, gdy drzwi kabiny rozsunęły się z cichym sykiem. – Chciałbym porozmawiać z tobą i twoją rodziną.

W środku, przy wtórze cichego buczenia silnika, Ren odważył się na pytanie: – Panie Omura… jak to się stało, że mnie znaleźliście?

Omura spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem. – Myślałem, że ty mi to wyjaśnisz. Nie mam pojęcia, jak cię namierzono. Pan Nakamura po prostu przyleciał i podał mi twój adres.

Ren nie krył zaskoczenia. – Starałem się zachować anonimowość. Na każdym forum używałem innych danych. Myślałem, że to wystarczy.

– Chłopcze… – Omura uśmiechnął się, ale w jego głosie zabrzmiała nuta powagi. – O anonimowości w sieci mówiono od zarania internetu, jeszcze w XX wieku. Minęło prawie dwieście lat. Dawna sieć zniknęła, zabierając ze sobą cały tamten świat. Dzisiaj nie ma już miejsca na prawdziwą niewidzialność. Ziemia zapłaciła ogromną cenę za rozwój bez kontroli. Bezpieczeństwo wymaga transparentności.

Drzwi windy otworzyły się, odsłaniając korytarz wyłożony matowym drewnem. Oboje stanęli przed wejściem do apartamentu, gdzie czekała już rodzina chłopca.

– Idź przodem – powiedział Omura łagodnie. – Zapowiedz mnie. Już jestem.

– Mamo, mamo! Pan Omura przyszedł! Podobno ma coś do nas wszystkich! – zawołał Ren, wpadając do przedpokoju.

Ai i Midori natychmiast podbiegły do drzwi. Obie skłoniły się nisko. – Dzień dobry, panie Omura – wyrecytowały chórem.

– Bardzo przepraszam, że przychodzę niezapowiedziany – zaczął Omura, uśmiechając się łagodnie. – Ale będąc przy windzie, otrzymałem wiadomość, którą chciałem przekazać wam wszystkim osobiście i niezwłocznie.

Ai wskazała mu drogę do salonu, ale głos jej się załamał. Nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Dopiero co przenieśli swój dobytek z surowych pomieszczeń poziomu zero do tego apartamentu na szczycie wieży, a ściany wciąż wydawały im się obce. Światło, przestrzeń, cisza – wszystko przytłaczało.

– Właśnie skontaktował się ze mną rektor Uniwersytetu w Tokio – kontynuował Omura, siadając na brzegu sofy. – Zapoznał się z pracami Rena oraz z nagraniami Midori. Bardzo chce się z wami wszystkimi spotkać. Jeśli wyrazicie zgodę, przekażę mu wasze dane kontaktowe i niezwłocznie do was zadzwoni. A kto wie… może niedługo odwiedzicie stolicę.

Zamilkł na chwilę, pozwalając, by słowa wybrzmiały. – Oczywiście, proszę się nie martwić kosztami. Tak jak rozmawialiśmy, Fundacja Nakamura pokrywa wszystkie wydatki związane z utrzymaniem, edukacją i wszystkim, czego będziecie potrzebować.

Ai nadal nie mogła mówić. Łzy napłynęły jej do oczu, a dłonie drżały. Midori natomiast zmarszczyła brwi, zaskoczona. – Jak to… moje nagrania? Co im pan wysłał?

– Pamiętasz, jak Akiko przywiozła ci nowe skrzypce? – spytał Omura.

– Tak! Są wspaniałe, ćwiczę codziennie! – dziewczyna rozpromieniła się na moment, ale szybko spoważniała.

– Właśnie. Zagrałaś wtedy dla nas fragment Vivaldiego, jeśli się nie mylę.

– Zgadza się. To była Zima – odparła Midori, czując już lekki niepokój. – Ale… pan to nagrał?

– Tak – przytaknął Omura, nie ukrywając uśmiechu. – Nagrałem i wysłałem komu trzeba. Bez waszej wiedzy, wiem. Ale wierzcie mi, to nie było łamanie zaufania. To było konieczne.

W tym samym czasie palce Omury przebiegły po ekranie tabletu. Wpisał dane, zatwierdził transfer, wysłał wszystko do Tokio. Sekundy później nadeszła potwierdzająca odpowiedź.

Ai w końcu uspokoiła oddech na tyle, by móc przemówić. – Panie Omura… ale co to dla nas znaczy? Już całkowicie zmieniliście nasze życie. Ja… ja nie wiem, co dalej – wyszeptała, a w jej głosie brzmiała czysta, ludzka niepewność.

– Pani Ai – odparł Omura, pochylając się lekko. – Musimy zadbać o edukację państwa dzieci. I Ren, i Midori są wyjątkowi. Ren nudzi się w zwykłej szkole. Przerasta rówieśników o lata świetlne. Uniwersytet wie, jak wykorzystać jego potencjał. Dokładnie tak samo jest z Midori. Jej gra zachwyca, a do tego znajomość matematyki na tym poziomie… – Omura rozłożył dłonie, jakby sam nie znajdował słów. – Mnie to przerasta. Dlatego przekazuję was w ręce ludzi znacznie mądrzejszych ode mnie. By wasz dar nie zwiędł w cieniu.

Zerknął na tablet. Ekran mrugnął cicho. – Pani Ai, Midori, Ren… przygotujcie się. Z Tokio zadzwonią za piętnaście minut. Ja muszę iść. Dziś otwieramy nowe domy na poziomie czwartym, moja obecność jest wymagana.

Wstał, skłonił się lekko i wyszedł. Drzwi zamknęły się za nim z cichym kliknięciem.

W apartamencie zapadła cisza. Rozgorączkowana rodzina wpatrywała się w siebie, nie do końca rozumiejąc, co właśnie usłyszeli. Świat, który dopiero co zaczęli poznawać, właśnie otworzył przed nimi nowe drzwi. A one, po raz pierwszy, nie prowadziły w mrok. Prowadziły w przyszłość.

Poprzedni wpis
Następny wpis

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

© 2025 Created with zeewnet.com