Na szczycie centrum handlowego, tuż obok biurowca Osaka 21, znajdowała się restauracja Hoshinotei — jedyne miejsce poza Tokio, gdzie można było dostać absolutnie wszystko. Od wołowiny Kobe z prywatnych hodowli, po sashimi z ryb, które nigdy nie trafiły na zwykłe targi.
Kolacja za pięćdziesiąt tysięcy kryptodolarów uchodziła tu za skromną.

W jednej z prywatnych sal, z panoramicznym widokiem na miasto i neonowe światła Dōtonbori, siedziały Yumi i Misaki. Ich comiesięczne spotkania były tradycją jeszcze z czasów szkolnych — od dnia, w którym zawarły swój tajny pakt.

Pakt, który nie stracił nic ze swojej aktualności.
Pakt, który wymagał ich pełnej współpracy.
Pakt prosty jak ostrze noża:

Chronić Artura.

Obie widziały, jak źle zniósł przeprowadzkę do Japonii. Obie robiły wszystko, by ułatwić mu adaptację. I choć minęły lata, choć jego europejski akcent dawno zniknął, nadal musiały to robić.

Misaki uniosła kieliszek wina.

— Niedługo zacznie się trudny okres — powiedziała spokojnie. — Reaktory działają, platformy działają… za chwilę znów zacznie się nudzić. Będzie trzeba uważać.

Yumi pokręciła głową.

— Nie tym razem, kochana. Tym razem nie będzie czasu na nudę ani depresję.

Misaki odwróciła się w jej stronę.

— Co masz na myśli?

— Mars. Ameryka Północna. I nasz kochany premier Abe Hiroshi.
Nieograniczony dostęp do taniej energii odbiera im ostatnie resztki władzy. Hodowla kryształów pamięci w zerowej grawitacji jest tańsza i mniej energochłonna niż na Ziemi. To był ich ostatni atut.
A teraz, kiedy energia przestaje być problemem…

Misaki odstawiła kieliszek.

— A co z naszym premierem?

— Hiroshi świetnie wie, że nie ma żadnego poparcia. Jego wybór był zrządzeniem losu. A jednocześnie ma wielkie ego i ambicje. Nie zniesie popularności kogokolwiek poza sobą. Każdy, o kim się mówi i pisze, staje się jego wrogiem.

— Myślisz, że jest gotów zdradzić? — Misaki była wyraźnie zaniepokojona.

— Sądzę, że już to zrobił — odparła Yumi. — Te jego próby nakłonienia Artura do wyjścia z ukrycia mają tylko jeden cel…

Nie musiała kończyć.

Misaki skinęła głową.

— Ostrzegę dzieci. Niech będą gotowe.

Zapadła cisza, gdy kelner przyniósł Dashimaki Tamago.
Misaki odchrząknęła.

— A właśnie… co u twojej córki?

Yumi natychmiast się rozpromieniła, jakby ktoś przełączył jej wewnętrzny przełącznik.

— Motoko wczoraj dzwoniła. Wróciła z wyspy. Mieli narodziny pary niedźwiedzi — obie zdrowe, a właściwie obie, bo to dziewczynki.

— Wspaniale — ucieszyła się Misaki. — Zawsze mnie dziwiło, że woli pracować w górach niż na wyspie.

— Na wyspie działa kompletny habitat. Wystarczy go nadzorować. To kapsuła ratująca resztki naszej przyrody.
Ale ośrodek w górach… to pierwszy front odrodzenia. Motoko nie wytrzymałaby na wyspie.
No i jeszcze ten Australijczyk — dodała Yumi z rozbawieniem.

Misaki aż podskoczyła.

— Jaki Australijczyk?

— Jest na wymianie z ośrodka w Adelajdzie. Chcą rozszerzyć klonowanie roślin na Tasmanii. Klimat daje szansę na ponowne wprowadzenie części gatunków. Mają już kilkaset hektarów, ale nie nadążają z produkcją rozsad.

Yumi zauważyła, że Misaki chce zapytać o coś jeszcze, ale się waha.

— Chcesz wiedzieć, co u mnie i… Takeshiego? — zapytała z lekkim uśmiechem.

Misaki westchnęła.

— Tak. Trochę tak.

— Po staremu. On w Tokio, ja w Osace. I tak jest nam dobrze. Spotykamy się co dwa, trzy tygodnie, czasem raz w miesiącu. I naprawdę nam to odpowiada.

Misaki odetchnęła.

— A jak Akiko zniosła sprawę z tym Chińczykiem?

— Nadzwyczaj dobrze. A przynajmniej tak to wygląda. Mam wrażenie, że ma zdolność Artura do panowania nad emocjami. Nie głupieje, zachowuje rozsądek.

— To nie podlega dyskusji — parsknęła Yumi. — Rozpracowała chłopaczka aż miło. Choć musiało być dla niej szokiem, że związała się ze szpiegiem Chin.

— Było — przyznała Misaki. — Ale powrót do domu i praca w fundacji jej pomogły. A i my czujemy się lepiej, kiedy jest blisko. Sama wiesz, że Adam po studiach został w Australii i rzadko nas odwiedza. Kiedy Akiko się wyprowadziła…

Zawiesiła głos.

— Z drugiej strony mam nadzieję, że szybko kogoś znajdzie. Wolę szybko zostać babcią i mieć to już poza sobą.

Yumi wybuchła śmiechem.

— Ty? Babcią? Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Tak samo jak siebie.

Obie roześmiały się cicho, a za panoramiczną szybą Osaki pulsowały światła, jakby miasto samo wsłuchiwało się w ich rozmowę.


Poprzedni wpis
Następny wpis

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

© 2025 Created with zeewnet.com