W archiwach wywiadu historia ta widniała jako krótka notatka operacyjna.
Rok 2142. Operacja zakończona. Agent powrócił samodzielnie.
Nic więcej. Żadnych szczegółów, raportu ewakuacyjnego, danych o środku transportu. A jednak przez lata młodzi oficerowie szeptali o tym jak o legendzie.
Dwudziestosiedmioletni agent operacyjny – wtedy znany jeszcze pod prawdziwym nazwiskiem – został odcięty na jednej z wysp Terytorium Północnego. Przez czterdzieści osiem godzin teren znajdował się w rękach amerykańskich specjalsów. Pogoda była tak wściekła, że satelity meteorologiczne traciły obraz. Wiatr przekraczał sto kilometrów na godzinę, a fale gruchotały klify niczym młoty.
Ewakuację uznano za niemożliwą. Dowództwo postawiło na agencie krzyżyk.
Dobę później młody oficer wszedł do siedziby wywiadu w Nowym Tokio. Mokry, wyczerpany, ale żywy. Bez zadrapania. Bez eskorty. Zapytany o szczegóły, odparł krótko:
– Miałem szczęście.
Nie znaleziono śladów żadnego statku ani samolotu. Nawet amerykańskie raporty milczały na temat jego zniknięcia. Tego dnia narodził się Pan X – człowiek, który potrafił wrócić z miejsca, z którego się nie wraca.
* * *
Trzydzieści trzy lata później siedzieli naprzeciwko siebie w prywatnym apartamencie Artura Nakamury. Przez panoramiczne okno widać było nocne Tokio – miasto pulsujące błękitnym światłem reaktorów fuzyjnych.
Pan X miał sześćdziesiąt lat. Jego twarz była spokojna, niemal posągowa. Artur był tylko o pięć lat młodszy, ale wyglądał na znacznie bardziej zmęczonego – jak ktoś, kto toczy wojnę z całym światem i, o dziwo, codziennie ją wygrywa. Między nimi stała butelka starej whisky.
– Wiesz – zaczął Pan X – młodzi wciąż opowiadają o mojej ucieczce z wyspy.
Artur nie podniósł wzroku znad szklanki.
– Ludzie karmią się legendami.
– Ale w tych legendach nie ma śmigłowców.
Nakamura uśmiechnął się ledwo zauważalnie.
– W legendach jest tylko pogoda, która zabija.
Pan X oparł się głębiej w fotelu.
– Tamtej nocy nie działało nic. GPS, radary, systemy nawigacyjne. Wszystko zagłuszone.
– Tak słyszałem.
– Wiatr był tak silny, że każda maszyna powinna runąć do oceanu.
Artur wreszcie na niego spojrzał.
– A runęła?
– Nie.
Cisza, która zapadła, była gęsta od niewypowiedzianych słów.
– Wiesz, co jest najciekawsze? – zapytał cicho Pan X. – Dane z bazy na Hokkaido wyparowały. A technicy, którzy mieli wtedy dyżur… wszyscy awansowali. Jeden wylądował na Okinawie, drugi w Australii, trzeci w Nowej Zelandii.
– Łagodny klimat – skwitował Artur.
– I nikt z nich nic nie pamięta.
Nakamura powoli odstawił szklankę.
– Pamięć bywa zawodna, Sakutaro.
Pan X przez chwilę studiował jego twarz.
– Gdyby ten lot naprawdę miał miejsce… pilot musiałby lecieć na ślepo. Ręcznie. W burzy, która oślepiła satelity.
– Czasem trzeba po prostu ufać oczom. – Artur odwrócił wzrok ku oknu. – Niektórzy piloci lubią wyzwania.
* * *
Wstali niemal jednocześnie. Atmosfera była ciężka, ale podszyta braterskim porozumieniem.
– Tak czy inaczej – Pan X pokiwał głową – tamtej nocy ktoś uratował życie młodemu agentowi. A ten człowiek nie zapomina takich rzeczy. Długi się spłaca, Nakamura.
Artur spojrzał na morze świateł za oknem.
– Nigdy w to nie wątpiłem.
Pan X ruszył w stronę wyjścia. Przy drzwiach zatrzymał się, a mechanizm śluzy syknął cicho.
– Moje ręce są związane. – Rzucił przez ramię, nie odwracając się. – Ale jeśli ktoś spróbuje cię tknąć, Nakamura, będzie musiał najpierw przejść przeze mnie.
– Sakutaro.
Głos Artura zatrzymał go w pół kroku.
– Nie waż się za mnie umierać.
Pan X zawahał się. Cofnął się do stolika, nalał sobie ostatnią porcję whisky i wypił ją jednym haustem.
– Mam żonę. Synów. Wnuki, które dopiero uczą się świata – powiedział, patrząc Arturowi prosto w oczy. – Wszystko to mam dzięki tobie. To miasto, to czyste powietrze, ta medycyna, która trzyma nas w pionie.
Wskazał dłonią na panoramę Nowego Tokio.
– Żyję w Japonii Nakamury. A ty masz jeszcze zbyt wiele do zrobienia, żebyś mógł zostać sam.
Wyszedł bez dalszych słów. Drzwi zamknęły się bezszelestnie.
Artur Nakamura stał przy oknie i patrzył na pulsującą metropolię. Myślał o tamtej wyspie, o roku 2142, o burzy, która miała zabić. I wiedział, że tamtej nocy nie narodził się dług.
Narodziło się coś znacznie rzadszego.
Braterstwo wykute w oku cyklonu.
