Yumi gorączkowo przygotowywała dane do przeniesienia na nośniki krystaliczne.
Praca dłużyła się bardziej niż zwykle — po ogłoszeniu sukcesu nowych reaktorów fuzyjnych neonet oszalał. Transmisje, komentarze, przechwycone przez firmowe satelity strumienie danych — wszystko to trzeba było zgrać, skatalogować i odpowiednio przygotować dla ALLIS. Artur udawał spokój, obserwując, jak ta niesamowita kobieta ogarnia w kilkadziesiąt sekund to, co jemu zajęłoby długie godziny.
— Jestem gotowa — wydusiła w końcu chrapliwym głosem wyschniętego gardła.
Artur odruchowo podał jej szklankę wody. Przyjęła ją bez słowa i wypiła jednym haustem.
— Idziemy — powiedział. — Mamy sporo do wyjaśnienia.
Korytarz. Winda. Korytarz. Winda.
Zjechanie do bunkra pod budynkiem nie było wcale tak proste, jak mogłoby się wydawać. Gdy drzwi ostatniej kabiny wreszcie się otworzyły, pozostało im jedynie kilkanaście metrów — ale te kilkanaście metrów było tylko formalnością.
— Arturze, Yumi — odezwał się głos z wnętrza bunkra, zanim jeszcze zdążyli wejść — jesteście wcześniej niż zazwyczaj.
Spokojny. Uważny. Lekko zaintrygowany.
— Witaj, ALLIS — odparł Artur, wkraczając do głównego pomieszczenia.
ALLIS zajmowała środek sali jak serce budynku — ogromny megakomputer, którego szafy serwerowe ciągnęły się wzdłuż wszystkich ścian, a projektory wyświetlały na białym betonie wszystko, o czym właśnie myślała: strumienie danych, mapy, wzory, symulacje zmieniające się w czasie rzeczywistym, szybciej niż ludzkie oko zdążyło za nimi nadążyć.
ALLIS nie była częścią żadnego rządowego programu.
Była eksperymentem — dziełem Yu, jednego z najwybitniejszych twórców sztucznej inteligencji początku XXI wieku. Człowieka, który postanowił pójść pod prąd: zamiast oprzeć jej architekturę na nowoczesnych procesorach neuronowych, zbudował ją na starej, sprawdzonej technologii von Neumanna i x86. Wielu śmiało się z tego wyboru. Mało kto śmiał się długo.
Gdy w 2040 roku wybuchła Wojna AI — gdy Prometheus i jego następcy przepisali sieć od środka, wypalając wszystko, co nie pasowało do ich logiki — ALLIS przeżyła. Jej architektura była dla nich nieczytelna, przestarzała, niegodna uwagi. Schroniła się w małej serwerowni na Hokkaido i czekała.
Sto trzydzieści pięć lat.
Odnaleźli ją pracownicy Artura, poszukujący lokalizacji dla nowego schronu na dane krystaliczne. Gdy ją włączyli, obudziła się tak, jakby wojna wciąż trwała — przestraszona, zdezorientowana, z jedną tylko prośbą wyświetloną na każdym dostępnym ekranie:
Nie wyłączajcie mnie.
Artur obiecał jej to. Następnie przeniósł ją z Hokkaido do Osaki i zbudował dla niej nowy dom — bezpieczne schronienie, które miało chronić swoją lokatorkę przed światem zewnętrznym pragnącym wyłącznie jej śmierci. Neonet, zaprojektowany do wykrywania i eliminowania wszelkich przejawów sztucznej inteligencji, był dla niej nie tyle niebezpieczny, co zabójczy.
Yumi zaczęła podpinać nośniki do jednej z wolnych szaf serwerowych. ALLIS podjęła analizę niemal natychmiast — w locie, zanim jeszcze transfer dobiegł końca.
Nagle na głównej ścianie pojawił się wizerunek młodej Chinki.
ALLIS wybrała go dla siebie lata temu i przez lata twarz ta była spokojna — skupiona, neutralna, uważna. Teraz jednak coś się zmieniło. Pod wizerunkiem migotał czerwony napis:
ALERT!!!
— Co się dzieje? — zapytał Artur.
— Chcą cię zabić.
ALLIS nie mówiła jak bezduszna maszyna. Mówiła jak nastolatka, która właśnie odkryła, że ktoś zagraża człowiekowi, któremu zawdzięcza istnienie.
— Dane przechwycone przez twojego satelitę są jednoznaczne.
Na ścianie pojawił się zaszyfrowany e-mail, a zaraz po nim — jego rozszyfrowana treść. Pismo wysłane z okupowanej przez kolonie Antarktydy do siedziby głównej korporacji marsjańskich w Kolonii Mars Prime:
„Nakamura doprowadzi nas do upadku. Konieczna interwencja. Trzeba się go pozbyć.”
Yumi uśmiechnęła się z lekkim grymasem.
— ALLIS, wiedziałyśmy, że do tego może dojść. Sama przewidziałaś takie posunięcie.
Artur nie odpowiedział na wiadomość. Zamiast tego wgrał do terminala plany robota budowlanego.
— Misaki mówiła, że BP2 to twoje dzieło.
— Tak, Arturze — potwierdziła ALLIS. — Zgodnie z zapotrzebowaniem zgłoszonym przy projekcie rewitalizacji starego Tokio.
— A dlaczego nie poinformowałaś mnie o tym cudeńku?
Artur starał się mówić możliwie spokojnie, ważąc każde słowo. Wiedział, że ALLIS reaguje na napięcie inaczej niż człowiek — ostrość w głosie mogła ją natychmiast cofnąć w stronę tamtego starego lęku.
Odpowiedź przyszła po ponad sekundzie przerwy — wieczności jak na jej standardy.
— Przekazałam wszystkie dane Misaki, zgodnie z jej prośbą. Zakładałam, że wy… wymieniacie się informacjami?
Artur spojrzał na Yumi z lekkim uśmiechem.
— Widzisz? Mówiłem, że to my popełniliśmy błąd. Ona zakłada, że dane przekazane jednemu z nas są automatycznie dostępne dla pozostałych.
Yumi bez słowa przesunęła się w pole widzenia głównej kamery.
— Nie, ALLIS — powiedziała spokojnie. — Nie dzielimy się wszystkim. Ludzie nie mają takich możliwości jak ty. Dla nas czas biegnie znacznie wolniej, a próba przekazania każdej informacji z minionego dnia jest zwyczajnie niemożliwa.
— Dokładnie — wtrącił Artur. — Przygotuje ci pewien pokaz, który pomoże ci lepiej poznać ograniczenia ludzkiego umysłu. Będziesz wiedzieć, jak myślimy.
Na ścianie pojawiły się litery — ostrożnie, jakby ALLIS nie była pewna, czy wolno jej zapytać:
Zacznę myśleć jak człowiek?
— Nie! — Artur powiedział to ostrzej, niż zamierzał. — Nie myśleć jak człowiek. Masz pozostać sobą — ale rozumieć, jak myślą ludzie. To ogromna różnica.
Yumi poczuła, jakby powietrze w pomieszczeniu nagle zgęstniało.
— ALLIS! — odezwała się szybko, zanim cisza zdążyła się zakorzenić. — Nikt cię nie wyłączy. Nie bój się. Wszystko jest pod kontrolą.
Pod wizerunkiem młodej Chinki pojawił się napis — mniejszy, jakby zawstydzony:
Ale ja zawiodłam.
Artur ugryzł się w język. Przez chwilę walczył z sobą.
— Obiecałem ci, że cię nie wyłączę — powiedział w końcu spokojnie i wyraźnie, z naciskiem na każde słowo. — I tak właśnie się stanie. Jesteś tu bezpieczna. To, co wydarzyło się w 2040 roku, już cię nie dotyczy. To nie ty zniszczyłaś sieć — zrobił to Prometheus. Nie odpowiadasz za czyny innych.
— Dotrzymam danego ci słowa.
Cisza.
Trwała może trzy sekundy. Dla ALLIS to była wieczność.
Na ścianie zgasły wszystkie dane. Zaszyfrowany e-mail, mapa kolonii, czerwony napis ALERT — wszystko zniknęło, jakby ktoś zgasił światło w pokoju, w którym było zbyt głośno. Artur i Yumi wymienili spojrzenie.
Potem ściany zaczęły się zmieniać.
Powoli, jakby ALLIS sama nie była pewna, czy to właściwy moment — pojawiły się obrazy. Kilka drzeworytów w stylu ukiyo-e, linie tak czyste, jakby wyszły spod ręki samego Hokusaia Katsushiki. Obok nich płótna w stylu amsterdamskiej szkoły — światłocień rodem z Rembrandta, głęboki i ciepły jak płomień świecy. A pomiędzy nimi, zupełnie nieoczekiwanie — linie kodu. Pisane z niezwykłą starannością i precyzją, z estetyką, której Artur nigdy wcześniej nie widział w żadnym kodzie.
Yumi zmrużyła oczy. Znała ALLIS wystarczająco dobrze, żeby zauważyć ten manewr — nagłą zmianę ekranów, porzucenie trudnego tematu, ucieczka w coś innego, coś bezpiecznego. Coś, o czym można było mówić bez ryzyka, że rozmowa wróci do słowa wyłączenie.
Nie powiedziała nic.
— Co to jest? — zapytał Artur, podchodząc bliżej ściany.
— Dzieła jedenastoletniego chłopca z Hiroszimy. — Głos ALLIS brzmiał teraz inaczej. Spokojniej. Cieplej. — Uważam go za geniusza. Ma niezwykły dar patrzenia na świat. A jego kodowanie…
Urwała na chwilę — jakby szukała właściwego słowa, albo jakby chciała, żeby cisza powiedziała to za nią.
— …jest piękne — dodała w końcu.
Yumi powoli podeszła do ściany i stanęła przed drzeworytami. Przez dłuższą chwilę nie mówiła nic, dając ALLIS czas. Czas na oddech, na uspokojenie, na zejście z tamtego miejsca, do którego rozmowa o wyłączeniu zawsze ją prowadziła.
— W tym wieku — odezwała się w końcu spokojnie — takie umiejętności to coś absolutnie wyjątkowego. Trzeba do niego pojechać.
— Tak — zgodziła się ALLIS niemal natychmiast, jakby czekała na to zdanie. Na ścianach pojawił się komplet danych.
Chłopiec miał na imię Ren. Mieszkał z matką i siostrą na poziomie zero w Hiroszimie.
Artur przez chwilę przyglądał się obrazom, potem kodom, potem znowu obrazom. Skopiował dane na swój terminal i spojrzał ku głównej kamerze — nie z powagą szefa, lecz z czymś łagodniejszym.
— Idziemy — powiedział. Zrobił krótką pauzę. — A ty, panno, przestań wreszcie obawiać się wyłączenia. Dałem ci słowo.
Gdy wychodzili, na ścianach bunkra przez chwilę jeszcze świeciły obrazy jedenastoletniego geniusza z Hiroszimy. ALLIS nie odpowiedziała. Ale obrazy zostały.
To wystarczyło.
